W teorii każda praca powinna być zwieńczona osiągnięciem założonego wcześniej celu.  W końcu pracuje się po coś. Prace bywają fajne, ciekawe, bywają nudne i bywają też głupie. W czasie całej naszej kariery spotykamy się z przeróżnymi sytuacjami oraz zajmujemy się mniej lub bardziej istotnymi rzeczami. Czasami to, czym musimy się zajmować poprzez kulturę panującą w naszym przedsiębiorstwie jest dla nas trudne do zaakceptowania. Czymś takim jest kultura dupochronów i konieczność wytwarzania tychże. Zapraszam do lektury i komentowania. 

Najdziwniejszą rzeczą, jaką w życiu robiłem była praca w rolnictwie przy bardzo specyficznej procedurze. To był Izrael, lato 1999 roku, kibutz Ein Gev nad jeziorem Genezaret. Piękna niebieska woda, piękny widoczny w oddali żółty brzeg po przeciwnej stronie i widoczne nieco po prawej stronie miasto Tveria (Tyberiada) – istotne w Izraelu miasto, choć w polskich warunkach nazwalibyśmy to miejsce raczej zadupiem (40 tys mieszkańców – takie trochę mniejsze  Skierniewice) – celowo używam słowa, którego rdzeń stanowi lekko wulgarna nazwa części ciała, którą na jachtach zwiemy rufą. Genezaret to dla mnie niezapomniane ogniska na plaży z Dunkami, Szwedkami i dwoma Anglikami – dobre piwo (Piwo Makabi), parówki w cieście drożdżowym – duński przysmak ogniskowy i miłe towarzystwo. Przed nami woda i zachodzące słońce, za nami piękna malownicza góra – Susita, będąca początkiem Wzgórz Golan i znana z wykopalisk archeologicznych prowadzonych przez misję z UW w Warszawie.  Poniżej oba te pejzaże.

 

To było jednak po pracy. Kibuc ten był miejscem, którego nigdy nie zapomnę. To tam wykonywałem pracę, której bałem się najbardziej ze wszystkich – karmienie strusi, pracę najcięższą ze wszystkich prac fizycznych jakie wykonywałem – zbiór bananów i pracę najdziwniejszą i najnudniejszą.  Wszystko to zawierało  się w kategorii rolnictwa.

Zbiór bananów wygląda mniej więcej tak: do pola z bananowcami podjeżdża ciężarówka. Zbieracze pracują w dwuosobowych zespołach z odpowiednimi narzędziami. Z płachtą papieru i z sekatorem na długim kiju. Jedna osoba kładzie ten papier na ramieniu, na nim kładzie kiść z bananami (kiść waży ponad 30 kg), w tym momencie ten drugi z sekatorem obcina kiść, która przygniata tego pierwszego do ziemi.  Od tej chwili musisz zasuwać do ciężarówki na skraju pola, na którą wrzucasz te banany. Im dalej w ciągu dnia – tym dalej do tej ciężarówki. Musiałem mieć wyjątkowe względy  u szefa – nigdy nie byłem tym członkiem zespołu, którego wyposaża się w  sekator.

Najdziwniejsze było jednak pole cebuli.  Izrael to kraj zbudowany na pustyni. Kraj budowany od nowa w nieprzyjaznym miejscu. Jest tam wiele innowacji. Szczególnie w rolnictwie. Widziałem na przykład oborę, w której przy 1500 krów zatrudnione było 5 osób. U nas na ogół w rodzinnych gospodarstwach 5 osób pracuje przy jednej, dwóch krowach. Ten rozwój i mechanizacja objęły także pole z cebulą. Pole było tak długie, że widać było jak metrowej szerokości grządki schodzą się w jednym punkcie. Cebula sadzona była oczywiście przy użyciu ultranowoczesnej maszyny do flancowania cebuli. Maszyna ta to wielki zasobnik na maleńkie cebulki z dziurą o odpowiednim kalibrze. Maszyna jechała przez to ogromne pole i wstrzeliwała te cebulki w równych odległościach w grządki. Urządzenie to miało jednak jedną zasadniczą wadę. Nie wiedziało czy wstrzeliwuje cebulkę korzeniem w dół. Nasza praca polegała na tym, żeby wejść tyralierą w pole i przez 8 godzin dziennie odwracać cebulki o 180 stopni. Myślałem, że zwariuję.

Każda z tych prac miała jednak swój cel. Strusie nie mogą być głodne, banany nie mogą zgnić na bananowcach, cebule muszą wyrosnąć – szczypiorkiem w dół nie rosną nawet w Izraelu.

Wraz z wiekiem rozwijała się też moja kariera zawodowa. I tak z kultury pracy w konkretnym celu, wchodziłem coraz bardziej w kulturę pracy bez istotnego celu. W kulturę dupochronów. Znów pojawia się rdzeń o lekko wulgarnym zabarwieniu. Dupochron to wbrew pozorom nie tylko dokument produkowany tylko i wyłącznie w celu krycia tyłka osoby dokument ten produkujący. Jest to szeroko pojęta postawa zrzucania  z siebie odpowiedzialności. Nauczyliśmy się nie brać spraw na klatę. Wmówiono nam, że popełnianie błędów to słabość. Staliśmy się w pracy bierni, pozbawieni inicjatywy. Wyznajemy kult dokumentów, w korporacjach zwanych scope of duties (zakres obowiązków). Od zapoznania się z tym dokumentem zaczynamy każdą nową pracę. Od tego momentu w myślach wyznaczamy sobie granice naszej odpowiedzialności. Dokument ten wskazuje nam w sposób precyzyjny obszary, w których powinniśmy chronić nasz własny osobisty tyłek. Dokument ten również pokazuje nam w którym momencie zrzucimy z siebie odpowiedzialność przyjmując postawę: to nie należy do moich obowiązków. Moim zdaniem fakt, że wytworzyliśmy taką właśnie kulturę pracy oraz potęgujemy ją poprzez produkowanie takich idiotycznych dokumentów w działach HR jest jednym z istotniejszych powodów spadku wydajności pracy. Będąc dyrektorem dużego hotelu zdarzało mi się wziąć do ręki mopa, podnieść papierek, kilkakrotnie nawet ścielić łóżko dla gościa czy biegać z otwornicą i wiercić otwory w meblach, żeby pochować kable na kilka dni przed otwarciem hotelu.  Wzrok moich współpracowników był wyrazem skrajnego zdziwienia. Dlaczego? Ano dlatego, że nie miałem tego w swoim scope of duties. Czy raczej oni podejrzewali, że ja tego nie mam. I co z tego? Bywa tak, że trzeba zakasać rękawy, klasnąć w ręce i powiedzieć: „Dobra, robimy!”

Do kuriozalnej sytuacji doszło w jednym z dużych hoteli konferencyjnych w Polsce. Gościła w nim grupa z konferencją z jednej z ważniejszych korporacji światowych z branży farmaceutycznej. Każdy hotelarz dałby się pokroić za tą grupę. Była to grupa z tych, o których czasami mówimy: „Ta funkcja zrobiła mi budżet w styczniu, czy w innym miesiącu”. Biznes ten był na tyle istotny, że do hotelu pofatygowała się dziewczyna z head officu. Chciała pokazać klientowi jak bardzo ważny jest on dla firmy, ale chciała też być na BEO meetingu i  upewnić się, że działy operacyjne zrobią wszystko dobrze. Nie wiem czy miała to w swoim scope of duties. Jeśli nie – to chapeau  bas przed tą dziewczyną. Nie zrzuciła z siebie odpowiedzialności.  W czasie śniadania tej grupy, weszła do sali restauracyjnej żeby popatrzeć sobie na tą grupę, jakie są nastroje, czy są zadowoleni ze śniadania itd. Podeszła do stacji z livecooking’iem z pytaniem czy wszystko w porządku? Kucharz odpowiedział: „Z mojej strony wszystko w porządku”. Ale sytuacja była daleka od porządku. Kilka minut później liderka grupy poinformowała dziewczynę z headofficu, że nie można na śniadanie zjeść jajecznicy. Okazało się, że w całym hotelu nie było już jajek. Dlaczego zatem kucharz powiedział: „Z mojej strony wszystko w porządku”? Dlatego, że w jego scope of duties było napisane, że on ma jajka smażyć, a nie kupować. W wyniku mini dochodzenia okazało się, że ktoś kto ma to w scope of duties po prostu nie spojrzał, że w tym konkretnym dniu przyjeżdża duża grupa. Trudno. Zdarza się. Ten się nie myli, kto nic nie robi. Jednak to samo dochodzenie pokazało, że kucharz z livecookingu przychodząc rano do pracy i obejmując swoje stanowisko pracy wiedział, że ma tylko kilka jajek. Wiedział też ile średnio dziennie w czasie śniadań potrzeba jaj. Wystarczyło, żeby powiedział o sytuacji i ktoś wsiadłby w samochód i kupił jajka. Goście nawet by nie zauważyli. O braku jajek wiedział człowiek z livecookingu już o 6 rano – zanim jeszcze goście zeszli na śniadanie.  Fakt, że czegoś nie ma w zakresie obowiązków nie znaczy, że można tracić zdrowy rozsądek i zwykłą odpowiedzialność za gości. Suma summarum – człowiekowi nic się nie stało. HRy zatrudniając go wyposażyły go w świetny dupochron – zakres obowiązków.

Wyjdźmy jednak poza naszą branżę. Bankowość. Królestwo biurokracji. Starałem się swego czasu o kredyt hipoteczny. Jak to bywa w tego typu przypadkach wniosek kredytowy wysłałem do kilku banków (do pięciu). Mając kilka pozytywnych decyzji kredytowych można z bankami ponegocjować trochę marżę. Pół procenta marży w dół to nawet parę stówek mniejsza rata. Składając te wnioski w różnych miejscach możemy obserwować prośby o uzupełnienie dokumentów, jakie są przesyłane przez banki, które ten wniosek rozpatrując. Mbank zażyczył sobie czegoś takiego:

 

Jak widać należy tutaj złożyć oświadczenie o oczywistej oczywistości. Po pierwsze: bank dostał ode mnie Pozwolenie Na Budowę i kopię warunków zabudowy oraz operat szacunkowy. Warunkiem wydania dokumentu zwanego Warunki Zabudowy, a potem Pozwolenia na Budowę domu jednorodzinnego jest przedstawienie w Urzędzie dowodu na to, że do działki jest droga dojazdowa. Tak więc tytaniczny intelekt analityka w Mbanku nie jest usatysfakcjonowany ważnym wypisem i wyrysem z gruntów, prowadzoną przez sąd księgą wieczystą, wydanymi w majestacie Rzeczypospolitej warunkami zabudowy oraz pozwoleniem na budowę. Nie jest nawet usatysfakcjonowany operatem szacunkowym, zrobionym przez biegłego rzeczoznawcę, którego – UWAGA – mbank sam wskazał. Nie, Mbank potrzebuje do tego jeszcze mojego oświadczenia. Mam oświadczyć, że szereg urzędów państwowych w tym sąd wieczystoksięgowy się nie myli. Co więcej – do mojego oświadczenia mam dołączyć wypis z Księgi Wieczystej. Widać w mbanku nie wiedzą, że KW są dostępne powszechnie w Internecie. Choć miłe jest to, że moje oświadczenie jest dla nich ważniejsze, niż zapis w Księdze Wieczystej. Dokument ten jest modelowym przykładem dupochronu. Pewnie ktoś, kiedyś, komuś udzialił jakiegoś kredytu na dom, gdzie nie było drogi i kredyt ten był dla banku bardziej ryzykowny. Tylko czy takie oświadczenie zmniejsza to ryzyko? Nie lepiej, żeby tenże analityk ruszył część ciała, której nazwa rdzeniem odpowiada nazwie dokumentu, który wyprodukował i po prostu obejrzał tą działkę? Chociaż po co, skoro w dokumentach urzędowych wszytko było jasne. Odpowiedźna temat celu jest prosta. Po to, żeby kultywować kulturę dupochronów. To tak jak z jedzeniem karpia na Wigilię. Nikt nie wie po co, dlaczego - ale wszyscy jedzą. Kultywujemy kulturę. 

Ilość sprzedanych kredytów wprost przekłada się na zarobek banku. Pomyślcie o ile więcej zarabiałoby przedsiębiorstwo pod marką Mbank – gdyby zdecydowało się na produkcję mniejszej ilości dupochronów.